Scena…

Witam. Bo wypada się przywitać po takiej przerwie. Nie wiem co tu robię i czemu staram się coś nabazgrać, lecz jednak chce spróbować. Życie niczym kalejdoskop zmienia swoje role i położenie, aktorzy Ci sami, lecz sceny wciąż się zmieniają. Jestem aktorem i myślę, że to nawet bardzo dobrym. Ostatnio dostałem rolę, rolę której nie mogę już sprostać. Chyba będę musiał się poddać, choć dotąd tego nigdy nie robiłem. Zanim jednak to uczynię opowiem coś o niej.

Świat, czas nieznany. Sceneria: ciemna noc oświetlona jedynie żółtym blaskiem latarni. Pada deszcz tworząc na chodnikach i drogach gigantyczne lustra dla perfekcyjnego oświetlenia scenerii. Bohaterzy: Ja w roli oszusta i kanciarza. Przechadzam się po sennym mieście zapomnianych dotąd pragnień. Didaskalia: czas na proszek który odurzy bardziej myśli bohatera, by jego myśli płynęły bez kontroli. Akcja. Idąc po chodniku mijam coraz bardziej senne miasto, światła jedno za drugim zaczynają gasnąć w oknach. Chyba naprawdę zaczyna być późno. Mogłoby się wydawać, że szukam tego jednego do którego bym mógł wrócić i wypocząć. Nic bardziej mylnego. Idę by znaleźć spokój duszy utęsknionej. Krok za krokiem stawiam swoje już ociężałe nogi, które zostały osłabione po ciężkiej walce z kieliszkiem w pobliskim barze. Tam starał się oszukać ludzi i pokazać im jedynie swoją maskę. Człowieka szczęśliwego i obrotnego. Oszukał ich perfekcyjnie. Ba! Nawet więcej. Okantował wszystkich grając z nimi w gry słowne. Judasz życia idący na golgotę.

Didaskalia: Bohater potyka się i przewraca z powodu za dużej ilości alkoholu we krwi. Upada by zamilczeć. Upada by już nie móc wstać.

 

c.d.n.

 

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.