Idziemy? …

Życie idzie dalej, mówią inni. Czy aby na pewno? Czy naszą nieustanną pogoń za szczęściem swoim, innych można nazwać czymś nowym i dalszym niż to, co było zawsze? Czy aby na pewno poruszamy się dalej? Wątpię.

Pomijając fakt dorastania, nowych problemów z faktu bycia dorosłym człowiekiem to nic się nie zmienia. Można wręcz powiedzieć, że tylko zabawki się zmieniają i metody, ale fakt stania w miejscu jest nadal. Nie rozwijamy się prawidłowo w dzisiejszym świecie jak by tego chciała nasza dusza i serce. Jesteśmy więźniami dzisiejszego świata i rządów. Zmuszeni żyć w pogoni z brakiem samorealizacji na ramieniu. Dzieci na pozór szczęśliwe żyjące w nieświadomości wykreowanym stworzeniu naszych rodziców. Wraz z wiekiem świadomość ich jest większa, co mogłoby pozwolić nam sądzić, iż to pierwszy krok do tego by osiągnąć swój mały utajony sens. Czy aby na pewno? Dorastamy, wiemy, co nas otacza, łamiemy bajki stworzone przez rodzicielów i poznajemy świat, który rządzi się podobnymi zasadami jak nasi rodzice, kiedy byliśmy mali. Jesteśmy oddani prawdzie, jaką nam ukazują media, politycy, szefowie w pracy. Wierzymy w sens, jaki nam przedstawiono, pomimo, że dzięki świadomości zdajemy sobie sprawę, że to tak nie do końca powinno wyglądać. Chcemy zmian, więc głosujemy na nowe rządy, które wcześniej „dały nam do tego prawo”. Lecz, nawet one nowe upadają i żyją według tych starszych ustalonych schematów. W takim razie jest sens głosować, skoro nikt nie jest wstanie iść dalej?

Zastanawiające jest jedynie to, że nie jesteśmy głupim społeczeństwem. Dostęp do internetu, do niezależnych for gdzie mądrzy ludzie prowadzą dysputy na przeróżne sprawy ma prawie każdy człowiek. Dzięki temu dowiadujemy się bardzo szybko różnych prawd o świecie, o których np. nasi rodzice mogliby sobie tylko marzyć, ale pomimo to wszystko i tak powielamy schemat. Dużo ludzi może się ze mną nie zgodzić, wręcz oburzyć moją postawą i sugestiami, ale wewnątrz mnie toczy się już ta bitwa od dawien dawna i z tego, co dowiedziałem się nie tylko we mnie. Więc w takim razie jak pokonać brak samorealizacji? Z tego wszystkiego można by sądzić, że jest to niemożliwe.

A jednak jest mała nadzieja. Czasochłonna, ale jest.

Jak już niejednokrotnie poruszałem to w moich wierszach, opowiadaniach etc. Trzeba zacząć od podstaw by móc wejść na wyżyny i być może kiedyś odmienić nasze życie. Projekt jest bardzo trudny, bo wymaga od nas ciężkiej pracy nad sobą niż nad innymi osobami, albo instytucjami. Ludzie są stworzeni by działać, dlatego rzadko dopuszczają do siebie możliwość pracy nad sobą. Ponieważ nie daje to widocznych do razu efektów. Nie wierzycie? Przyjrzyjcie się, wszystkim dziedziną życia. Począwszy od ćwiczeń fizycznych by osiągać marzenia w sporcie, po naukę. Zaczynamy od ciężkiej pracy z sobą samym. Trenujemy każdy mięsień i szarą komórkę powoli i skutecznie. To zajmuje czas, ale daje duże i trwałe wyniki. Podkreślam słowo trwałe. Oczywiście mamy różne suplementy chemiczne by zwiększyć masę, przyśpieszyć zapamiętywanie, choć to metoda szybsza to nie daje trwałych rezultatów, które byśmy mogli docenić i z nich skorzystać, jako naukę na całe nasze życie.

To są proste dowody na to, że strajki i inne masowe, szybkie rozwiązania nie dadzą długofalowych zmian. Trzeba zacząć od siebie, od znajdowania szczęścia w drobnych rzeczach i chwilach. Od ciężkiej pracy nad sobą i medytacją nad wszystkimi już osiągniętymi sukcesami, jaki i dalszym życiem. Myślę, wróć. Czuję, że to jest sekretem naszego życia. Osiągnięcie zrozumienia i harmonii w jednej jednostce by ta mogła wpłynąć na resztę innych, które stworzą grupę. Ta grupa stworzy miasto innych jednostek a na końcu kraj. Wtedy zmiany by były natychmiastowe i bezpieczne, ale dojście do tego pułapu potrwa jeszcze długo, a jak długo? To tylko już zależy od nas, kiedy zaczniemy i jak szybko inni zrobią tak samo.

Bądźmy uświadomieni, spokojni i czasem zatrzymajmy się w pogoni za zmianami, właśnie po to by dokonać w końcu tych na prawdę ważnych zmian. Zacznijmy od szczęścia w małych rzeczach, zanim zaczniemy polować na większe. Nasze cele i szczęście jest jak wielkie słońce na niebie. Widzimy je, lecz jak byśmy się bardzo o nie, nie starali to i tak go nie dosięgniemy. Przez ten nasz cel nie widzimy tego, że właściwie te szczęście jest już wśród nas występujące w małych iskierkach, w cieple, które daje nam słońce. Więc nie starajmy się posiąść słońca, którego nawet dosięgnąć nie możemy. Skupmy się nad tym małym ciepłem życia, które już dostajemy od niego.

Czy uda nam się zmienić świat? Nie wiem, ale wiem to, że jest możliwa zmiana w nas.

W ramach kolejnej rehabilitacji sumienia, mojego i naszego.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.