Przysięga …

Mój świat to suma wielkich skrajności. Sprzeczność myśli i czynów. Czemu? Czasem w naszym życiu następuje etap gdzie nie możemy robić zawsze tego, czego pragniemy. Serce krzyczy i płacze, a my jedynie: Odpowiedzialność, praca, „jestem poważnym człowiekiem, „ nie mam czasu i pieniędzy na to, są ważniejsze sprawy. Czy, aby na pewno?

Odkrycie tej prawdy to nie jest rzecz trudna, jest oczywista. Większość ludzi na świecie ją zna, bądź słyszała od starszych od siebie żołnierzy zatraconych dusz ( ludzi ponurych, ludzi XXI wieku). Na pewno każdy zadał te pytanie sobie. Czy, aby na pewno muszę tak żyć? To przecież nie jest mój wybór, jestem wolny!? Otóż nie. Jesteśmy niewolnikami naszych skrajności i otoczenia. Czy będąc w sklepie jesteśmy pewni, gdy kupujemy jogurt to czy, aby na pewno z powodu, że go chcemy, czy z powodu, iż podświadomie skłoniła nas reklama wielkich korporacji? Jesteśmy zniewoleni bez świadomości, że dzieje się to prawie przy każdych zakupach. Czy tylko system nas zniewala i korporacje?

Oczywiście, że nie. Największą kulą u nogi naszej wolności jesteśmy my sami i nasza odpowiedzialność. Z jednej strony najważniejszy wykładnik życia, a z drugiej, największy nadzorca w naszym więzieniu. Te wszystkie rzeczy wpływają na nas. Kierują naszym życiem i wyborami, ale te wybory nie są świadome. Są obowiązkowe. Nasza moralność i chęć do spontanicznej odpowiedzialności umiera pod natłokiem goryczy życia doczesnego. Czy zatraciliśmy już całą dziecięcą radość i wiarę w rzeczy małe i błahe?

One wbrew wszelkim doczesnym normą sprawiają, że człowiek jest pełen energii i cieszy się życiem. Kiedy ostatni raz poszliśmy na spacer, spojrzeliśmy w nocy na rozgwieżdżone niebo i z całej siły wzięliśmy pełen oddech do naszych przepalonych płuc? Przynajmniej ja już dawno temu. Dlatego czekam na wiosnę, chce poczuć pierwszy ciepły promień słońca, odgarniający zapach mrozu. Zobaczyć pierwsze liście na drzewach i doświadczyć całym swoim ciałem wiosennego wietrznego walca. Może będzie lepiej? Może, oby tylko prawda rzeczywistości szarej nie wyszła, bo to nas niszczy od środka. Potrzebny odwyk! Krzyczy zrozpaczona dusza i rozum splątany problemami całego mojego małego własnego świata.

Jak przyjdzie wiosna, pragnę ciepłego deszczu i ciemnych jak smoła chmur, ubrudzonych gniewem rozszalałych piorunów. Tak widzę początek rekonwalescencji moich utraconych sił. Minuta milczenia, papieros tlący się w ręku i brzeg Wisły. Tak oto widzę początek leczenia.

A co z obowiązkami, pracą i innymi ważnymi koniecznościami, które codziennie  zapisuje w swoim czarnym kalendarzu? Nic, ponieważ zapominamy o rzeczach jeszcze bardziej ważniejszych niż te w/w. Trzeba odwiedzić, starego przyjaciela na cmentarzu. Porozmawiać i poradzić się. Trzeba pomedytować w samotności, zaczerpnąć radość z rzeczy małych i zatankować serce, by miało znowu siłę bić i stanąć oko w oko z naszą niesprawiedliwością XXI wieku. Przyjaciele muszą mi pomóc bym wytrwał w tym postanowieniu z uśmiechem na twarzy i mógł jak najlepiej im pomagać jak tylko będą potrzebować.

Marta. Moja ukochana. Marta.

Nie mam recepty na kolejne lepsze jutro,

Musimy jednak wierzyć, że się uda,

Tak, jutro.

Nasze ręce się splotą już na stałe, przysięgam

Nie dziś,

Tylko jutro.

Odejdziemy razem wzmocnieni wodospadem łez,

Naszych nocnych kłótni i porażek.

Tak, jutro.

Tęsknie za Twym pełnym uśmiechem,

Przez Anioła namalowanym niebiańskim pędzlem.

Zobaczymy się na pewno nocą,

Nie dziś,

Tylko jutro.

Moje serce krwawi,

Tęskniąc za jutrem tej nieśmiertelności,

Czy w nocy może wydarzyć się wszystko?

Tak, jutro.

Będę tylko Twój wspaniała

Jak tylko pokonam ten smutek,

Nie myśl, jaki jutro będzie tego skutek,

Przysięgam, uwierz mi raz jeszcze

Nasze wspólny czas nadejdzie,

Jak słońca promienie,

Wieczne szczęście,

Nie, dziś.

Jutro.

Konieczny zlepek myśli.

 

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.