Ciężar…

Czasem w naszym życiu spotykają nas chwile błogie i pełne zapomnienia. Można to porównać do ciepłych letnich dni. Siedzimy sobie sami beztrosko na jakiejś łączce i patrząc w niebo wyobrażamy sobie rozmaite rzeczy. Często obserwujemy chmury i śmiejąc się głęboko w duszy obserwujemy jak zmieniają kształty, coraz bardziej przypominając nam rzeczy miłe i błogie. Leżymy i nie martwimy się niczym. Jedyne, co nas trapi to czy delikatny letni wietrzyk zawieje w naszą stronę nową gamę zapachów, czy też będzie to znowu to samo. Troski, zmartwienia, ulatują gdzieś w przestrzeń. Nie ma niczego, tylko my i żywy świat uśmiechów, radości i pięknych rzeczy.

Czy przypadkiem się nie zapominamy? Co powoduje w nas tę całą tęsknotę za rzeczami prostymi? Jest to ból. Ciężar, z którym borykamy się w zwyczajne szare dni, gdy słońce przesłaniają ciemne czarne kłęby chmur, uginające się pod ciężarem nazbieranego w nich deszczu. Cóż to znak dla nas? Dla mnie? Jest pewien chłopiec, który pokazał mi świat. Czemu jesteś smutny? Patrzę w jego błękitno-zielone oczy przepełnione strachem i obawą o najbliższych. Martwił się o swoją prace. Człowiek dążąc do doskonałości zapomina tyle „pięknych rzeczy”. Gubimy je za sobą pędząc w machinie czasu, wzburzając za sobą tumany kurzu. Zwolnisz? Nie możesz. Przez większość swojego życia zbierałem informację, dokładnie je analizując, starając się je rozkładać na części pierwsze. Dopiero po wypadku odkryłem w sobie coś, co było uśpione od momentu moich narodzin. Każdy człowiek posiada w sobie to „coś”, zawsze odmienne niż wszystkie inne. Nauczyłem się czytać w ludziach to, co chcą przekazać jedynie tym osobą, które pragną ich poznać, pomóc. Nie ma ludzi, którzy są samotnikami i chcą być skryci przed światem. Nie. Zawsze, są to osoby, które nie natrafiły na odpowiednią dusze, która wejrzy w nią i ją ukoi. Nie potrafię leczyć ludzi. Jedynie ukazuje im to, co sami już wiedzą i potrzebują. Moją potrzebą jest stworzyć świat tak piękny i wolny od trosk dla swoich bliskich jak to tylko możliwe. Nie chce być męczennikiem, ani nad człowiekiem. Chce być kimś, który pomagając innemu leczył swoją chorą i zniszczoną przez chorobę duszę.

Nadchodzi wiosna. Siedząc nad Wisłą spoglądam na moje sine ręce zniszczone dogłębnymi odmrożeniami mojego brzemienia. Wtedy zawsze staram się dostrzec sens mojego bólu. Po cóż mi on był. Po co mi te wszystkie obrazy śmierci? Ból, cierpienie, troski są jak nasze małe talizmany. Po tylu latach nauczyłem się z nimi nie walczyć, lecz poznawać i traktować jak dary i drogowskazy. Uczą mnie życia i pokory, by móc, choć na chwile zatrzymać się i zadać sobie głośno te nieśmiałe pytanie. Po co żyje? Jaki mam sens. Życie bez celu nie jest życiem, lecz nie możemy powiedzieć, że choć go nie znamy to żyjemy bezsensu. Nie. Nasze życie ma sens w każdym naszym kroku dokonanym na piasku. W każdym oddechu i westchnieniu. Nasz byt jest celem. Nagle po tym wszystkim uświadamiamy sobie, że skoro ból jest celem do szczęścia to czy przypadkiem sami nie jesteśmy powodem do ciągłego bólu? Jesteśmy sami drogowskazami. Żyjemy dla innych, by dać im wskazówki i siłę. Być filarami naszego celu i szczęścia. Więc nasze życie chłopcze, to my sami? Sami dla wszystkich?

Chłopiec lekko wykrzywił usta na znak zrozumienia i radości. Ciężar bólu i goryczy jest wielkim brzemieniem naszego życia. Ono nadaje nam sensu u boku innych ludzi. U boku naszych ukochanych, żon, matek, ojców, braci, sióstr, dziadków i znajomych. Razem połączeni tworzymy mur nie do zniszczenia. Nagle moje ciało pojąwszy to wszystko, znowu wróciło na łąkę. Leżąc na trawie wierząc w swój sens, widzę jak ciężkie chmury rozchodzą się dając ujście promienią słonecznym. Zaczął padać deszcz, a światło odbijając się od kropel wody tworzyły pokaz kolorowych iluminacji. Moja twarz zroszona deszczem uśmiecha się szeroko. Ciężar jest okropny, gdy myślimy, że jesteśmy sami i sami nigdy go nie pokonamy. Wierząc w innych i żyjąc dla nich ciężar nie jest zmorą, lecz słodkim dającym naukę i doświadczenie, talizmanem.

Kiedy dotyka nas ból, należy zawsze pamiętać, by kochać bliskich, zawierzyć się w nich, w Boga i przeć do przodu by zdobyć mądrość, doświadczenie i siłę dla innych.

„Bo przecież, zawsze po deszczu, wychodzi słońce.”

Ten zlepek myśli niestrawionych przez poranek, dedykuje Tym, co przy mnie wiernie baczą. Boże, daj im siły i radość by w swych cierpieniach znaleźli później sens ich drogi przez własne życie. Tak jak mi ją ukazałeś.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.