Cz.. 4. Bo w lesie są odpowiedzi…

Z każdą godziną, minutą, sekundą mój sen się pogłębia. Wchodzę w niego głębiej i głębiej. Myśli gdzieś daleko wirują gdzieś w eterze. Osiągam fazę ren. Całkowite odprężenie ciała i duszy. Organizm w pełni zaczyna odpoczywać i pobudza wszystkie moje neurony do intensywnej pracy wchodząc w podświadomość. Kolejny fragment życia tego, o czym marzyłem i wyśniłem. Zagłębiam się w poszukiwaniach jej. Już ją widziałem z daleka. Widziałem. Wcześniej czułem jej ciepło, zapach, smak i dotyk…

Moje ciało przenosi się w kolejną porę małego wyśnienia. Znajduję się nagle gdzieś daleko na południu. Wszędzie otaczają mnie niezliczone lasy liściaste, przeplatane na zmianę z lasami iglastymi. Czuję spokój. Wszędzie pełno żółtego światła, słońce zachodzi na horyzoncie, opiewając swoim blaskiem piękne jesienne liście, żółkniejące w ostatnich dotykach słońca. Lekki jeszcze wiatr otula zmysłowo moje ciało. Jeszcze ciepłe, ostatnie dogorywanie lata. Liście umierają i opadają, tworząc miejsce na nowe życie, lepsze i młodsze. Czuję jak mara tego spokoju szamoce mi serce. Zamykam oczy i biorę pierwszy wdech. Najpierw dla mnie, ponieważ z tego zachwytu pięknej istoty przemijania czuję niedosyt powietrza. Nagle odczuwam jak wiatr się wzmaga. Moje zmysły trochę przytępione nie mogą rozłożyć całej tej palety zapachów na części pierwsze. Otwieram oczy i widzę postać na środku polany porośniętej miękkim mchem. Jakby łoże naszykowane na nasze poznanie. Nie mogę w to uwierzyć.. To ona. Poznaję ją. Ona, która w swojej tajemnicy wciąż mi ucieka. Podbiegam do niej nie marnując czasu. Może znowu mi się wydaje i zniknie jak przedtem?

Długo patrzymy na siebie. Rozpoznaję ją. Moje źrenice są rozszerzone do granic możliwości, by móc dokładniej nasycić swoją rządzę łaknienia, każdym szczegółem jej twarzy i ciała. Ma ciemne, długie włosy. Lekko zachodzące w kolor dojrzałych kasztanów, co właśnie zaczęły opadać na runo leśne. W jej oczach pełna zmysłowość. Piękne brązowe, przekazujące sobą cały spokój i poznanie. Nie wiem, co czynić. Podchodzi do mnie. Każdy jej krok niby z dozą finezji i delikatności stawiany tak jakby bała się zniszczyć te miękkie mchowe łoże, jakie nam tu posłano. Wciąż nie mogę uwierzyć, że właśnie przede mną stoi bezimienna ma miłość. Od lat poszukiwana.. Dokładnie obserwuje jej twarz, jej dłonie, jej biodra i stopy.. Chcę zapamiętać każdy szczegół, jakby przed strachem, że w każdej chwili może zniknąć. Zamykam oczy by utrwalić ten obraz już na zawsze, by, choć cząstkę jej porwać do swojego serca i nie wypuścić. Chociaż to. Wiatr znowu zawiał. Poczułem ciepło i jej oddech na moim karku. Przykładając usta do moich uszu zaczyna szeptać mi słów parę. „Nie ucieknę ukochany. Za długo już byliśmy daleko od siebie. Za długo żyliśmy bez siebie, każdej nocy marząc o sobie. Zaufaj mi i daj się prowadzić.” Nie wiedziałem przez chwilę, co mam czynić, lecz łaknienie zwyciężyło. Kładziemy się razem na mech. Czujemy się blisko. Nasze usta nieustannie się muskając powtarzały sobie słowa tęsknoty i żaru. Otwieram oczy. Boże… Boskości twej smakuje. Niegdyś na papierze teraz w czynie. Przed sobą mam kobietę, do której czuje nieogarniętą przez ludzki umysł, miłość i pożądanie. Pragnienia zwyciężają moje ciało. Całuje ją namiętnie, a każdy pocałunek z taką samą dozą namiętności, jakbyśmy bali się, że są to ostatnie pocałunki w naszym życiu. Lecz po tym spotkaniu czułem spokój jakbym wiedział, że już zawsze na zawsze będziemy razem.

Całuje jej policzki, jej usta, jej oczy, jej szyję i ręce. „Nie opuszczę Cię już moja piękna. Nigdy.” „Obiecaj mi kochany, że już nigdy nie puścisz mnie z Twojego uścisku, jakim mnie teraz darzysz”. Nigdy kochana! Nasze ręce splotły się w uścisku namiętności skropioną czystą miłością. Jakby pakt podpisany krwią i lakiem na pergaminie. Jest to związanie na śmierć i życie. Nasze ręce błądzą po naszych ciałach jakby znały każdy zakamarek wspólnych ciał. Całuje Twoją szyje schodząc niżej. Całą Twoją boskość smakuje powoli i dokładnie sycąc przy tym wszystkie moje zmysły. Węch – piękny Twój zapach. Zapach kwiecia i porannej rosy. Dotyk – skóra w dotyku jak jedwab smaga moje dłonie swą delikatnością. Wzrok – obserwuje Cię dokładnie, sycąc się i zapamiętując Ciebie dokładnie. Smak – całując Twoje ciało, delikatnie dryluje moim językiem na nim przeróżne kształty i figury. Czując przy tym słodkawy smak miodu i kokosu. Smak raju. Na końcu słuch – zapamiętuje Twój ton głosu, kiedy do mnie mówisz. Kiedy tak pięknie się załamuje, kiedy odczuwając naszą namiętność opowiadasz mi o tym jak bardzo się kochamy. Tak, dziś byłem w raju wraz z Aniołem moich snów.

Nasze ciała w szaleńczym pędzie ocierają się o siebie. Wyzwalając niewiarygodną energie. Jakby miał nastąpić wybuch super nowej niszcząc wszystko, wokół, ale za to tworząc nowe, lepsze życie. Razem. Naglę w swojej miłości postanawiamy spełnić się. Zaczynamy się poznawać. Poznawać nasze ciała i dusze od środka. Czujesz jak jestem w Tobie, a ja, czuję jak ja jestem w Tobie. Nie możemy tego powstrzymać. Nasza miłość rozrywa wszelkie granice logiki i sensu. „Przecież się nie znaliśmy!” „Pomyłka najdroższy. Znaliśmy się od momentu narodzin. Ty żyłeś dla mnie, ja dla Ciebie. Szukaliśmy się przez całe życie, a teraz…? Mamy już siebie.”

Te słowa niczym grom uderzyły w moje serce. Nie przerywaliśmy naszej miłości i żądzy do siebie. Konsumowaliśmy się jak dwójka kochanków. Wieczny kochanków życia. Nagle czas jak i my leci szybciej i szybciej. Nasze ręce w tym uniesieniu szaleją na ciałach dotykając się i pieszcząc. Jesteśmy w sobie i pragniemy więcej. Nagle cisza.

Wiatr się uspokoił. Liście zaczęły masywami na nas opadać. Jakby chciały przykryć nasze nagie spocone ciała. „Co teraz będzie?” „Ukochany. Teraz będziemy już mieli siebie na zawszę. Zamknij oczy.” Ze zmęczenia zamykam je. Nagle otwieram i już jej nie ma. Nie zmartwiłem się, ponieważ już wiedziałem, że wróci. Nadejdzie wraz z kolejnym zachodem słońca… Teraz znowu brzask przebija się przez korony drzew, oświetlając moje ciało pod stertą liści. Czas wstawać i iść dalej, by móc w kolejnym tchnieniu mych marzeń ją spotkać.

Kochanie dedykuje ten czwarty już sen Tobie. Poznałem właśnie Ciebie. W ostatnim dowiesz się wszystkiego. Obiecuje. Kocham Cię nade wszystko.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.