Cz.. 3. Bo Nie wiesz gdzie droga prowadzi…

Moje ciało znowu odbyło długą podróż, tym razem była to wiosna. Ściemniało się. Słońce na horyzoncie już zaczynało zachodzić za wierzchołki drzew, jakie widziałem nad Wisłą. Niebo z lekka jak by malowane ręką, jakiegoś wielkiego malarza, mieniło się tysiącami barw i odcieni. Wszystko pod kolor czerwonego bursztynu. Woda w Wiśle, strasznie powolna, przypominająca moje całe życie.. Na pozór nudne i spokojne, a zarazem gwałtowne i silne. Niegdyś pałałem do niej nienawiścią, ale patrząc na nią czułem jedynie miłość i rozmarzenie.

Ciepły wiosenny wiatr tego mi było trzeba. Opadając gdzieś w głębokie gęstwiny traw i krzewów, jeszcze marzyłem. Jeszcze myślałem, patrząc w niebo. Coraz ciemniej. Słońce opuściło naszą krainę i uciekło na południową część naszego globu. Pomyśleć, iż tu mamy noc, a nasi bracia rokoszują się pierwszymi promieniami słońca. Zasłużony poranek, a ja? Zasłużona noc. Gwiazdy wyłoniły się już na nieboskłonie. Czas wracać.

Wsiadam do autobusu. Moje ciało zmęczone popada w odrętwienie. Nagle wszystkie mięśnie się rozluźniają. Czuje jak autobus wymusza na mnie swój ruch. Jakby uprowadzony przez jakieś siły, ciągany, z niewoli ciała do przodu, dalej i dalej. Moje ciało przestało funkcjonować. Poczułem wolność. Zamykam oczy. Czuje specyficzny zapach wiosny. Ciepłe lato, masyw zapachów w powietrzu. Czuje wiśnie.. Błysk.

Znajduję się przed sadem wiśni. Piękne ozdobione ich gałęzie milionem, świeżych pąków. Byłem wtedy świadkiem jej narodzin. Kogo? Tak… Chyba właśnie jej.. Kwiaty nagle przy pełni księżyca zaczynały swój koncert niewinnych duszków. Jak by mały pomagier tej istoty latał z prędkością dźwięku do każde pąka i go własnoręcznie otwierał przy tym uwalniając chmurkę pyłu kwiatowego i bukiet wspaniałego zapachu. Kiedy już koncert dotarł do apogeum, czułem w powietrzu wonną roskosz.. Moje zmysły szalały. Jak mały elf, przy świetle księżyca tańczyłem w sadzie świeżo, co zakwitłych wiśni. Byłem w raju.. Padam na trawe.. Wokół mnie światło księżyca odbija się swoim blaskiem po pyle, który wiatr roznosi coraz dalej i dalej. Roznosząc słodką i wonną wieść, iż wiosna dotarła do sennego sadu. Zamykam oczy. Pełny oddania chwili, czuje obok siebie… Ciepło… Czyżby znów ona… Nie.. Nie.. Znowu zamknięte oczy.. Może to ktoś inny? Czuje ciepły oddech na moich uszach.. Włoski na całym uchu zjeżyły mi się niemiłosiernie. Całą piersią z lekkim strachem i trudnością, zaczerpnąłem powietrza do moich płuc. Słyszę szept… Już wyraźny… „Kocham Cię. Zawsze będę kochać. Zawsze kochałam.. Otwórz oczy”.. Z lekkim strachem otulam ramieniem tą istotę.. Tak.. Czuję ją. Jej ciepłe barki.. Jej brzuch… Jest bardzo zgrabna, a jej kształty jak u Anioła… Nie… Skrzydeł nie ma… „Otwórz oczy”.. Ciągle wzrastam w napięciu.. Im bardziej ją czuje tym bardziej boje się by nie rozpłynęła się w powietrzu jak bańka mydlana. „Uwierz… Poczuj..” Nagle jej wargi przylegają do moich… Nic nie robimy więcej.. Tylko cisza, wiatr, pył, zapach, księżyc. Jej usta takie ciepłe.. Lekko rozchylone.. Nęcą moją dusze. Oszukują zmysły. Lekki wdech i mały wydech.. Czuje jej ciepło.. To ona!.. „Kochasz mnie? „.. Otwieram oczy, napięcie było zbyt mocne.. Nie było nikogo.. W powietrzu dało się tylko wyczuć jej zapach i ciepło jej ciała na trawie.. Więc była? Istniała? Na końcu sadu! Widzę ją.. Biegnę… Widzę. Piękne ciemne włosy, smukłe ciało.. Słyszę w uchu wciąż jej ciepły delikatny głos.. Znika… Nie ma już jej.. Wiatr już nie wieje, zapach wiśni się zatarł.. Odeszła..

Lecz nie powiedziałem Ci jednego…

Kocham Cię.

Wróć do mnie, już. Na zawsze, już zostań.. Żyj…

Dla Ciebie, kolejny fragment Snu :*

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.