Sen o Mojej Jednej . . .

Opuszczam bramy mojego umysłu. Wiszę nad swoim ciałem. Obserwuje je jak ładnie śpi. Cofam się w przeszłość. Widzę jedynie chwile. Upał, 30 stopni… Czuje jak gorąc przeszywa moje tkanki, dociera do organizmu niebezpiecznie podnosząc temperaturę, ratuje mnie na szczęście organizm chłodząc mnie potem. Omijam tych wszystkich spoconych ludzi.. W powietrzu unosi się lekki zapach goździków i rumianku. Wodze nosem za nim wchodząc w jakąś bramę na Nowym Świecie. Tutaj zapach się urywa. Zadzieram nosa wyżej i wyżej by jedynie łapać ostatnie smęty tego zapachu. Nagle otwieram oczy i widzę niebo.

Słyszę dzwoneczki. Nie wiedząc, czemu wiedziałem, że ten dźwięk prowadzi mnie to epicentrum mojego dziwnego wyśnienia. Widzę pawilon, pełen barów, restauracji i sklepów. Wchodzę do jednego z tych barów. Barman Patrzy się wnikliwie. Proszę o Piwo. Schodzę po schodach i widzę sale pełną poduszek i stołów, bar był na kształt tureckiego stylu. Zapalam papierosa i robie pierwszy wdech… Moje płuca wypełniły się śmiertelnym dymem. Strasznie dobrze wtedy smakował. Czemu rzeczy dobre przeważnie szkodzą? W tle muzyka.. Bardzo osobliwa.. Blu mar ten. Zamykam oczy biorę łyk wtedy chłodnego trunku o pięknym bursztynowym kolorze. Myślami uciekłem do swojej podświadomości. Nagle słyszę ktoś schodzi do tego pomieszczenia.. Nie otwieram jeszcze oczu. Jakbym czekał, aż zostanę zaskoczony. Czym? Nie wiem. Czuje ciepło i nagle ktoś mi szepcze słów pare na ucho. Sam fakt ciepłego lekkiego oddechu sprawiał, że ciarki przeszły po całym moim kręgosłupie, łącznie z moimi organami wewnątrz mnie. Nie wiem, co mi powiedziała ta osoba. Czułem za to spokój i ciepło na własnych ustach. Otwieram oczy, lecz nikogo nie widziałem. Wbiegam na górę. Barman nie widział nikogo, kto by wchodził do baru prócz mnie. Któż to był? Zamykam oczy i budzę się.. Szara rzeczywistość, szary ja. Koniec wspomnień. Dziwne sprawy nas otaczają.. Prawda przyjacielu? Tylko, czemu ja to tylko widzę i czuje?

Dziwnie być dziwnym? Nie. Dziwnie być niedziwnym nie przeżywając tego wszystkiego. Pogubiłem się, lecz i się sam odnalazłem. Widzę ukojenie w tym, co robie. W swojej miłości. Czyżbyś to właśnie była Ty? W tym barze? Oby. Bo dzięki Tobie wciąż czuje smak Twoich ust, zapach Twojego ciała, ciepły głos na mojej skórze. Oby :*

Marta to o Tobie ten sen. Kocham i dziękuje, że byłaś tą bezimienną miłością. Dziękuje. Szczęście.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.