Dni wolności…

Dni wolności były niczym nieprzerywalny ciąg wydarzeń pełnych szczęścia i oczekiwania. Pytanie, na co? Właśnie. Otóż w życiu bywa tak, że pojawiają się osoby, które nadają sens naszemu istnieją. Jak niegdyś pisałem w marcu, że brakuje świeżości i nowości. Tylko monotonią i monotonia. Zmieniłem to.. Nie wiem na ile, ale ważne, że czuję, że żyję. Czuje się jakby ktoś tchnął i ruszył we mnie ten zastygły ciężki i schorowany mięsień, który pompuje życiodajną rzekę do mięśni i głowy. Czuje, że mam sens. Jestem po coś, dla kogoś. Nie ważne, co robie czuje, że komuś daję w jakimś stopniu szczęście, a to najwspanialsza nagroda.. Czuć się jak potrzebne narzędzie, ale nie zwyczajne narzędzie potrzebne tylko do prostych czynności. Czuje się jak jakiś mały trybik w ogromnej maszynie, nie licząc tego, że małym na tle ogromu tej machiny, ale czuje się potrzebny, bo beze mnie by nie ruszyła w tym kierunku.. Wspaniałość..
Moje myśli uciekają w jej stronę. Czuje się spełniony i napełniony energią, gdy tylko pojawia się na horyzoncie. Czuje spokój, gdy rano odczytuje jej wiadomości. Nie ważne, co czynię, co mówię. Ona po prostu jest. Ludzie wciąż wierzą w ból. Nie mylą się. Bo w życiu trzeba poczuć masywy bólu by później stać się lepszym.. Dla innych i siebie. Nie jestem pewien jutra, ale chciałbym już zawsze czuć te uczucie i spokój. Zmęczenie dobiega mnie szybciej niż można się spodziewać. Więc uciekam w gęstwiny mroku by zregenerować siły by tylko móc istnieć, żyć z pełnią świadomości, że jestem komuś potrzebny i że jestem dla kogoś ważny.

c.d.n.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.