Obojętność rzeczy prostych…

Ogarnia mnie powoli niespotykany wcześniej spokój. Nie spowodowany ulotnym tchnieniem czy chwilą. Nie. Raczej totalną obojętnością na rzeczy, zjawiska dziejące się wokół mnie. Ciągle staram się tworzyć świat takim, jakim bym chciał go widzieć. Teraz utrwalam się w myśleniu, że jednak świat jest, jaki jest. Żaden mój czyn nie przyczynia się do jego zmiany, lecz tylko do zmiany mojego samopoczucia w chwilach, które tak naprawdę nie są trwałe i nie są prawdą.

Kołaczemy się z myślami idąc szarymi zakamarkami naszego bytu. Człowieka częściej zastaje ciemność niż jasność chwil. Czemu? Czyżby człowiek był istotą, która jedynie w przeciwieństwie do innych stworzeń umie się łudzić? Nie wiem, lecz zadaje pytania. Bo tak się nauczyłem, tak tylko żyję. Czy nasze życie polega na doznaniach, albo ciężkiej pracy? Nie wiem szczerze. Próbowałem ciężkiej pracy ponad wszystko, by tylko móc lepiej i sprawniej wykonywać do mnie przypisane mi zadania. Owszem dawało mi to radość, która późnymi wieczorami, gdy leżałem już sam wyciszony w łóżku wydawała mi się nieistotna i nieważna tak naprawdę. Dziwne. Świat doznań jest inny, ale nie możemy go rozumieć jako świat nieustannej dzikiej zabawy bez zobowiązań. Więc czym są ów doznania? Może być to delikatny, wiosenny wiatr na twarzy. Może to być zapach, zaczerpnięty pełną piersią, gdzieś w lesie. Sądzę także, że jest to przede wszystkim cisza i w pewnym sensie wyciszenie. Poświęcenie duszy i ciała na wędrówkę. Niezwyczajną, ale taką, jaką potrzebuje to nasze serce i coś, co nazywam eterną. Jest to podział między tym, co fizyczne, czyli wszystkie zmysły, węch, słuch, dotyk, smak, wzrok. A Tym, co nie fizyczne i nienamacalne, odczucia, które w pewnym sensie sprawiają, że człowiek czuje się spełniony i czerpie to, co dobre z otoczenia. Karmie się chwilami. Czuje się jak narkoman każdego wieczora, gdy ulatuje mi mój napęd. Co dzień, każdy mój dzień raczej polega na tym bym odkrył coś nowego, innego w tym życiu. Doświadczył wszystkich innych odczuć. Spaceruje nocami poszukując to, co utraciłem, lecz czuje się jak małe dziecko we mgle, że tak naprawdę nie wiem, czego szukam, ale to szukam. Nie mogę się pogodzić z tym, że w życiu nie ma innego sensu niż sobie wyśniłem.

Noc. Powrót do realizmu. Ból i rozczarowanie. W sumie powinienem się przyzwyczaić, bo jest tak, co dzień, gdy robie sobie rachunek dzienny mojego sumienia i eterny. Nie mogę. Musi być gdzieś te drugie utracone moje dno. Chce w swoim życiu podróżować, by poznawać inne rzeczy, które by mnie nasyciły kolejnym doznaniem, chwilą, której wcześniej nie znałem, nie dotknąłem i nie spożyłem umysłem. Możliwe, że pisze mało rzeczowo, ale jeśli ktoś czytając to, choć trochę odczuwa podobne działania i wczuję się w to wszystko, co jest w wokół niego i w nim samym nie powinien mieć problemu. Jest to coś innego, inny temat, który nie można ubrać w ciasne ściany sprecyzowania i faktycznego realizmu. Nie są to problemy zwyczajne, choć każdy z nas je często przeżywa. Boimy się rozmawiać, pisać o rzeczach dziwnych i trudnych, tylko, dlatego że są to sprawy dziwne i trudne. Niecodzienne, nieokreślone ciasnymi normami realizmu.

Jestem uzależniony. Nie od wspomagaczy fizycznych, lecz od doznań, których nie da się kupić w ciasnych uliczkach miasta. Chce tym posiąść cały świat, bo wierze ciągle w to, że dzięki temu, choć troszkę zbliżę się do sensu i radości życia. Zrozumiem podstawy kierujące tym wszystkim i może kiedyś urzeczywistnię to, co w wokół siebie tworzę. Znajdę harmonię życia i pogodzenie.

Nie wiem, co mogą czuć inni. Lecz wiem na pewno jedno. Każdy, przez przynajmniej krótką chwilę, czuje takie uzależnienie, co ja i wie doskonale, o czym mówię. Wystarczy się otworzyć i próbować…

Ja do dziś próbuje i tylko to mnie napędza. Nieokreślona możność bycia dla innych i nieograniczone odczucia kierujące mną do dążenia do poznania szczęścia i sensu.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.