Grudniowy wieczór…

Piękny choć mroźny grudniowy wieczór. Spędziłem go jak dla mnie w innym (niż cała moja codzienność) świecie. Znajdowałęm się w części do której lgną moje marzenia i sny też często. Choć miejsce było zachwycające, ale też nie tak jak osoba z która dziś dzielilem te chwile.

W powietrzu można już bylo wyczuć typowy dla zimy zgryźliwy zapach. Mroźny ale, też i bardzo oczyszczający powiew powietrza, przechodzący przez nasze nozdrza aż do samych płuc, czasem aż zabierający nam dech w piersiach, choć sam nie jestem pewien czy byla to sprawka, zapachu i smaku zimy, czy faktu iż jesteśmy w takim miejscu razem. Czuliśmy szczęście i nieodpartą potrzebe rozmowy w cztery oczy przy czymś co oboje z nas pobudza. Kawie. Gdy dotarliśmy do kawiarenki poczuliśmy inny klimat, pomimo iż było dużo osób, nie było to w tej chwili ważne. Byłem ja i ona, stół, popielniczka i oczywiście kawa. Za oknem robiło się coraz ciemniej a wraz z nim rósł klimat wewnątrz pomieszczenia, a przy Tym piękna nastrojowa muzyka. Tak jak właśnie uwielbiam. Przez chwile patrząc na to wszystko jak by z boku czułem się jak bym oderwał się od ciała i obserwował innego człowieka, jak by z bajki bym był. Siedziałem na wprost wprost niepowtarzalnej kobiety. Można rzec wręcz oderwanej od tego świata tak jak ja. Przy niej znikają troski nawet gdy się o nich mówi.. Nie wiem czemu się o nich mówi bo nawet one tracą szarość i zmieniają kolor przy tej osobie.

Patrząc na nią i słuchając jej opowieści o różnych rzeczach człowiek czuł się gdzieś indziej, gdzieś w lepszym świecie. Właśnie w takim jakim sobie go zawsze wyobrażałem! Nie mogłem oderwać uwagi od niej. Jakby świat pochłonął hałas nas ogarniający i skupił się na małych szczegółach tego wieczoru. Na cichej spokojnej muzyce, na odgłosach odkładanych naczyń z kawą na spodeczkach. Jak by mała muzyka zwykłych rzeczy… Achh Bardzo brakowało mi tych stanów.

Światło ognia zapalniczki. Zapalam pierwszego papierosa. Słysze nawet charakterystyczny świst powietrza przenikający moje płuca. Po czym wydmuchuje cały dym w eter. Moje oczy znowu na nią spoglądają i słuchają jej opowieści. Fakt faktem dałem się wkręcić w rozmowe, ba! Wręcz się rozgadałem za bardzo, a przecież chciałem tylko słuchać by móc jak najbardziej upajać się jej radością i uśmiechem, zresztą już dawno niewidzianego przez moją osobe. Czułem się troche jak wampir czychający i upijający się, ale czy z powodu tęsknoty da się upić obecnością kogoś bliskiego? Nie sądze. Rozmawialiśmy długo choć dla mnie bylo to jak by chwilą, aż za krótką. Musieliśmy wychodzić. Wychodząc naszym oczom pierwsze co się rzuciło w oczy to ogromne oświetlone lampiony nad naszymi głowami. Żałowaliśmy w sumie że nie padał dziś śnieg, bo bylo już dosłownie jak z bajki. Może nie z bajki,ale było to nasze, tylko nasze z naszego świata i znaszej chwili. Na małej wybrukowanej uliczce ogromny tłum ludzi, którzy posiadali tędence do zatrzymywania się w najmniej oczekiwanym momencie na środku drogi co troche zbijało człowieka z tropu idącego w ślad za nimi. Wymineliśmy ich i podbiegliśmy do „szybszej grupy”, która się posówała do przodu. Było ślicznie. Tak właśnie idąc pod ręke ze wspanią kobietą spędziłem kolejny, aż z bajki dzień.

Magia jest w małych rzeczach, ale wspaniałość jest tylko w magicznych osobach.

Dla mnie właśnie była dziś ona. Z niecierpiliwością czekam na następną kawę z nią oby dłużej i wspanialej. Bym mógł znowu poczuć pełnie szczęścia przy niej i dać jej dwa razy więcej.

„Je porte bonheur” Dziękuje szczęście… Ty wiesz kim dla mnie jesteś.

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.