Zmęczenie

Kolejne przepracowane 16 godzin w pracy. Nic nadzwyczajnego. Lecz nadzwyczajne zaczyna się, gdy zaczynają się powroty z tzw. pracy. Ciemność otula całe piękne moje miasto. Uwielbiam tą czerń, przeplataną szarością święcących latarni na ulicach. Godzina 23… Ludzi coraz mniej na chodnikach, co najwyżej można spotkać tzw. niedobitków powracających z różnych dziwnych stron. Właśnie w takich chwilach człowiek wracając rozmyśla najbardziej i analizuje swoje życie. Co dziś dokonał, co dziś ominął, co mógłby zrobić lepiej, lub inaczej. Właśnie, gdy są te chwile powracam do swojej starej, spragnionej postaci „nigdy nie powracającego do domu”. Praca, uczelnia, brak czasu.. Zabiły dawnego mnie, a raczej te stany i przemyślenia co wcześniej bez oporów mną szargały. Jadąc szarym autobusem, wśród szarych ludzi, będąc zmęczonym szarym człowiekiem wplatam się w społeczność innych szarych zmęczonych ludzi. – Którzy powracając do domu, albo śpią, albo uciekają w czarną przestrzeń gdzieś za oknem. Uwielbiam ich obserwować… Patrzeć na ich reakcje i zastanawiam się o czym tak naprawdę mogą teraz myśleć. Czy myślą o tym co ja? A tak wprawdzie o czym ja myślę wtedy? … Myślę o wolności. Wolności od zobowiązań stresu, celów. Myślę o tym co małe kruche i niezauważalne gołym okiem. Wszystko co małe i nie interesujące, jest bardzo szczególne… Małe rzeczy.. Małe czyny.. Małe chwile.. Np. jadąc autobusem obserwowałem parę.. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego. Zwyczajna kochająca się i oddana sobie para zakochanych ludzi. Nic szczególnego… Ale z każdą chwilą przyglądając się im dłużej zauważałem jak bardzo do siebie lgną. Facet z wielkim oddaniem pochłania wzrokiem jej ciało, choć skrywał to pod maską męskości i władzy. Był czuły choć wydawał się oschły. Robił pozory tego bardziej rozsądnego i opiekuńczego. Bowiem taka funkcja była mu pisana. Ona. Ona mówiąc o czymś zawsze patrzyła mu w oczy. Tak bardzo głęboko, że aż można było to odczuć siedząc od nich metr dalej. Jej wzrok mówił wszystko. O jej uczuciach, lękach i pożądaniu. Może nie aż tak fizyczności, jak jego miłości. Jej gesty, ruchy ciała sygnalizowały jej nałóg. Jej nałogiem był on… Łaknęła go każdą cząstką jej ciała.. Chciała go posiąść, choć wiedziała, że nie może się zbliżyć bo on jako facet musiał się spełnić w roli męża twardego i oschłego choć przeraźliwie zakochanego. … Tak trwałem całe 40 min. wracając autobusem do domu… Choć czułem się jak podglądacz, jak mały złodziej ich pięknych chwil i  choć moralność krzyczała żebym, aż tak ich nie obserwował bo przecież nie wypada… Nie mogłem się powstrzymać.. Choć ich nie znałem i wiem że już nigdy ich nie spotkam byli dla mnie takim małym wzorem.. Wręcz pragnieniem posiadania takiej miłości jak oni.. Byłem zazdrosny.. Może nie o tą piękną kobietę jaką była ona, lecz bardziej o stan w jakim oni trwali. Mógłby się świat wokół nich walić, oni nie wiedzieli nic.. Prócz siebie i ich wielkiej miłości do siebie.. Łaknąłem tego i Łaknę nadal.. Czuje głód wspaniałości, tęsknoty pięknych i ulotnych małych chwil.. Tęsknie za tym co dalekie i odległe…  Echhh.. Zmęczony jestem… Powróciłem do domu…

Czy coś się dziś wydarzyło dla mnie?

Czy coś wyjątkowego mnie ominęło?

Nie wiem..

Wiem..

Wiem że jestem zmęczony..

Przemyśle to jutro, bo przecież mam czas, prawda?

Idę spać..

A gdy wstanę i tak pewnie zapomnę o tej wspaniałej parze..

Bo kolejne zmęczenie mnie dopadnie…

( Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla: Mateusz Rutecki )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.